środa, 11 maja 2016

Sońka

     Sonia Biała, Kulawa, Sonia od Dwunastu Psów, od Dziewięciu Kotów i Niezliczonych Boleści. Sonia, która chciała uciec od życia, tęskniła za wojną, a miłość do Niemca przedkładała nad miłość do dziecka. Sońka, która każdą ważną opowieść rozpoczynała baśniowym „Dawno, dawno temu”.

To on był źrenicą mego oka. Pępkiem mego ciała. Językiem moich ust. Linią papilarną każdej opuszki. Krawędzią kobiecości. Mój Joachim, mój światłonośny.

     Sońka, swoja i jednocześnie niczyja, czekała kilkadziesiąt lat, by móc głośno wspomnieć Joachima, esesmana, którego pokochała nie rozumiejąc jego słów. Była to miłość piękna, wielka i niemożliwa jednocześnie, która przysłaniała Sońce wszystko, nawet wojnę. Jednak obok miłości kwitło również zło. Skradało się przez pola i lasy, rozprzestrzeniało w sąsiedztwie, panoszyło w domowym zaciszu.
     O walce między miłością a złem rozegranej w maleńkiej wsi na Podlasiu, ojcu i braciach, Miszy, Mikołaju i Joachimie Sońka opowiedziała Igorowi, którego przypadek zatrzymał na wiejskiej drodze kilkadziesiąt lat po zakończeniu drugiej wojny światowej. Warszawski reżyser teatralny, zaczynający dzień od dwóch kresek kokainy, został spadkobiercą historii Sońki, która musiała ją opowiedzieć, by móc odejść. To spotkanie odmieniło ich oboje – Sońce dało ukojenie, Igorowi przypomniało o tym, co jest najważniejsze.
     Sońka Ignacego Karpowicza to książka inna niż dotychczasowe tytuły laureata Paszportu Polityki. Autor zrezygnował ze współczesności na rzecz powrotu do przeszłości, przeplótł eteryczność z trywialnością, ironię z zadumą, opowiedział historię Sońki poetyckim, nieco naiwnym językiem. Napisał powieść piękną, lecz z mankamentami. Mimo to, warto się w niej zatracić.




Brak komentarzy: