W 1964 roku całym Meksykiem wstrząsnęła historia o „Las
Poquianchis” – czterech siostrach, które mimo zakazu prostytucji w stanie
Guanajauto prowadziły domy publiczne. I pewnie można by przymknąć na to oko,
gdyby nie mroczne sekrety, które skrywały. Siostry Gónzalez Valenzuela –
Delfina, María del Jesús, María del Carmen i María Luisa - uprowadzały
nieletnie dziewczynki, zmuszały je do świadczenia usług seksualnych, głodziły kobiety
pracujące w lupanarze, biły i mordowały. 18 października 1964 roku „The New
York Times” podał informację, że krwawe siostry winne są przynajmniej 80
morderstw.
Trzynaście lat później Jorge Ibargüengoitia powrócił
do najsłynniejszych seryjnych morderczyń w historii kraju. Swojej powieści nadał nie tylko dziennikarskiego, ale
również śledczego i sprawozdawczego
sznytu. Opowieść pozbawiona jest emocjonalnego ładunku, metafor i ozdobników,
została odarta również z brutalności i makabry, którą niosły za sobą przywołane
wydarzenia. Natomiast nie brakuje w niej opisów odtwarzających przebieg zdarzeń,
policyjnych raportów i zeznań świadków.
Historia sióstr Gónzalez Valenzuela została mocno
złagodzona, niemalże wybielona, przez co momentami może się wydawać, że
wszystkie wydarzenia się następstwem nieszczęśliwych wypadków lub niespełnionej
miłości. A jednej z sióstr możemy nawet współczuć… Jednak Ibargüengoitia doskonale
wiedział co robi i osiągnął założony cel. W Meksyku mówiono o nim jak o
proroku, który przewidział moralny rozpad całego kraju, obnażył jego mentalność,
powszechnie obowiązujące układy, przerwał milczenie, które było zgodą na
obowiązującą rzeczywistość. W Zabitych pokazał
podwójną moralność nie tylko władzy, ale i społeczeństwa, które aprobowało to,
co działo się za drzwiami Casino del Danzón.
Zabite znalazły się wśród tytułów polecanych przez Instytut
Książki w ramach akcji „Klasyka: Reaktywacja”, ale zostały również uwzględnione
w serii wydawnictwa Universitas „Nieznana Klasyka Literatury Latynoskiej”. Czuję
dysonans między „nieznaną” a „klasyką”, rozumiem, że działa to na zasadzie
paradoksu, ale cały czas kołacze mi się w głowie myśl, że nie bez powodu Zabite nie należą do kanonu literatury
iberoamerykańskiej, który przedostał się do świadomości czytelników na całym
świecie. I nie chodzi o to, że Ibargüengoitia tworzył zupełnie obok realizmu
magicznego, nie był przecież w tym odosobniony. Może po prostu na tle innych
latynoskich twórców wypada… blado?

2 komentarze:
Nigdy nie słyszałam o tej książce, dziękuję za recenzję.
Cała przyjemność po mojej stronie!
Myślę, że warto sprawdzić pozostałe książki z tej serii :)
Prześlij komentarz