czwartek, 5 lipca 2018

Zabite


     W 1964 roku całym Meksykiem wstrząsnęła historia o „Las Poquianchis” – czterech siostrach, które mimo zakazu prostytucji w stanie Guanajauto prowadziły domy publiczne. I pewnie można by przymknąć na to oko, gdyby nie mroczne sekrety, które skrywały. Siostry Gónzalez Valenzuela – Delfina, María del Jesús, María del Carmen i María Luisa - uprowadzały nieletnie dziewczynki, zmuszały je do świadczenia usług seksualnych, głodziły kobiety pracujące w lupanarze, biły i mordowały. 18 października 1964 roku „The New York Times” podał informację, że krwawe siostry winne są przynajmniej 80 morderstw.
   Trzynaście lat później Jorge Ibargüengoitia powrócił do najsłynniejszych seryjnych morderczyń w historii kraju. Swojej powieści nadał nie tylko dziennikarskiego, ale również śledczego i sprawozdawczego sznytu. Opowieść pozbawiona jest emocjonalnego ładunku, metafor i ozdobników, została odarta również z brutalności i makabry, którą niosły za sobą przywołane wydarzenia. Natomiast nie brakuje w niej opisów odtwarzających przebieg zdarzeń, policyjnych raportów i zeznań świadków.
   Historia sióstr Gónzalez Valenzuela została mocno złagodzona, niemalże wybielona, przez co momentami może się wydawać, że wszystkie wydarzenia się następstwem nieszczęśliwych wypadków lub niespełnionej miłości. A jednej z sióstr możemy nawet współczuć… Jednak Ibargüengoitia doskonale wiedział co robi i osiągnął założony cel. W Meksyku mówiono o nim jak o proroku, który przewidział moralny rozpad całego kraju, obnażył jego mentalność, powszechnie obowiązujące układy, przerwał milczenie, które było zgodą na obowiązującą rzeczywistość. W Zabitych pokazał podwójną moralność nie tylko władzy, ale i społeczeństwa, które aprobowało to, co działo się za drzwiami Casino del Danzón.
  Zabite znalazły się wśród tytułów polecanych przez Instytut Książki w ramach akcji „Klasyka: Reaktywacja”, ale zostały również uwzględnione w serii wydawnictwa Universitas „Nieznana Klasyka Literatury Latynoskiej”. Czuję dysonans między „nieznaną” a „klasyką”, rozumiem, że działa to na zasadzie paradoksu, ale cały czas kołacze mi się w głowie myśl, że nie bez powodu Zabite nie należą do kanonu literatury iberoamerykańskiej, który przedostał się do świadomości czytelników na całym świecie. I nie chodzi o to, że Ibargüengoitia tworzył zupełnie obok realizmu magicznego, nie był przecież w tym odosobniony. Może po prostu na tle innych latynoskich twórców wypada… blado?



2 komentarze:

patrycja echelon pisze...

Nigdy nie słyszałam o tej książce, dziękuję za recenzję.

Leśna czytelnia pisze...

Cała przyjemność po mojej stronie!
Myślę, że warto sprawdzić pozostałe książki z tej serii :)