Słyszeliście kiedyś o wagoniku, który
przyczynił się do stworzenia minispecjalizacji żartobliwie nazywanej wagonikologią? Dylemat wagonika to zagadka etyczna oparta na eksperymencie
myślowym przeprowadzonym przez Philippę Foot w 1967 roku. Pytanie brzmi: co byś zrobił, gdybyś
widział, że odczepiony wagonik kolejki pędzi po torach na których stoi pięć osób? Czy przestawiłbyś
zwrotnicę i przekierował wagonik na drugi tor, na którym stoi tylko jeden człowiek?
Ta zagadka potocznie określana dylematem wagonika
doczekała się wielu wariacji, jedną z najpopularniejszych jest ta z udziałem
grubego mężczyzny: podobnie jak w wersji podstawowej, po torach na których
stoi pięć osób, mknie rozpędzony wagonik. Zatrzymasz go tylko wtedy, gdy z
wiaduktu na którym stoisz, rzucisz coś ciężkiego na tory. Tak się składa, że obok
ciebie stoi bardzo gruby facet. Co robisz?
Thomas Cathcart w książce Dylemat wagonika przedstawia tę zagadkę w dość obszerny sposób,
porównując jej warianty z różnych perspektyw filozoficznych, stawiając kilka pytań moralno-etycznych. No bo kto jest bardziej winny – kobieta, która skierowała zwrotnicę i
uratowała pięć osób, poświęcając życie jednej, a może lekarz, który pozbawił
pacjenta organów, aby przeszczepić je pięciu różnym osobom? Czy ich wina jest
taka sama? A może, kto wie, są bez winy?
Cathcart w swoim wywodzie przywołuje wiele poglądów
i nazwisk. I tak rozpatrujemy dylemat wagonika między innymi z perspektywy
Immanuela Kanta, świętego Tomasza z Akwinu, Davida Hume’a, Friedricha
Nietzschego czy Niccolo Machiavelliego. Zastanawiamy się nad rozwiązaniami,
które proponuje nam utylitaryzm albo inteligentny projekt. Wraz z Georgem
Edwardem Moorem zastanawiamy się nad tym, czy „dobro” jest definiowalne, i czy Peter
Singer ma rację w dążeniu do zapewnienia największego szczęścia jak największej
ilości istnień.
Dylemat wagonika
Cathcarta to świetna lektura do
dłuższej kawy, gdy mamy chwilę na zastanowienie się nad zagadką, która trapi
filozofów, socjologów, psychologów i neurobiologów. Przeczytajcie, zastanówcie
się i odpowiedzcie, ale szczerze!, czy zrzucilibyście grubego faceta z kładki.

2 komentarze:
Chciałbym podzielić się moimi wrażeniami po przeczytaniu tej książki.
Uważam, że jest ona słabo napisana choć porusza ciekawy problem.
Autor stara się pokazać wszystkie argumenty w tym problemie ale zapomniał o jednym lub skrzętnie go ukrywa. Otóż nie ma wśród argumentów za lub przeciw poświęceniu jednej osoby argumentu takiego:
osoba która ginie w imię uratowania pięciu jest po prostu niewinna i nie może ponosić konsekwencji winny(świadomej lub nieświadomej) przebywania w miejscu niebezpiecznym przez piątkę pozostałych ludzi.
Poza tym uważam, że autor próbuje przekonać czytelnika do tego, że zabicie jednej osoby dla pięciu to dobra rzecz choć nakłada na to różne śmieszne klauzule.
Pozdrawiam,
Piotrek
W moim odczuciu oczywiste jest to, że osoba, która ginie jest niewinna, podobnie jak piątka pozostałych ludzi. Z tego co pamiętam w książce albo w pierwszej wersji eksperymentu jest wyraźnie powiedziane, że nie należy doszukiwać się powodów dla których ta piątka znajduje się na torach i dlaczego nie mogą uciec. Należy się skupić na tym, że po prostu tam są.
Co do przekonywania - absolutnie się nie zgadzam. Autor pokazuje różne warianty tego samego problemu, a od konkretnych myśli filozoficznych zależy, jak postrzegamy tę zagadkę i co ewentualnie jest lepszym rozwiązaniem. I wyraźnie jest podkreślone, że nie ma jednego słusznego wyboru, wszystko, podkreślam to jeszcze raz za autorem książki, zależy od tego, jaki punkt widzenia przyjmujemy, ku któremu systemowi filozoficznemu się skłaniamy.
Prześlij komentarz