Zawsze marzyłam, i wciąż marzę, o tym, żeby pewnego
dnia wyruszyć w świat. Całkiem bez celu przemieszczać się z jednego miejsca do
drugiego, poznawać nowych ludzi, zwyczaje, tradycje, smakować lokalną kuchnię,
podziwiać widoki. To, co w podróżowaniu pociąga najbardziej można określić
jednym słowem – nieznane. Im bardziej niedostępne, nieoczywiste, niedostępne,
tym lepsze, bardziej emocjonujące, niepowtarzalne. Atlas takich miejsc stworzył
Alastair Bonnett, profesor geografii społecznej, były redaktor pisma Transgressions: A Journal of Urban
Exploration, a przede wszystkim miłośnik miejsc nieistniejących,
wykluczonych, zapomnianych.
Poza mapą to czytelnicza podróż do miejsc ukrytych,
utraconych, niczyich, wyjątkowych. Z pływających Malediwów przenosimy się na pełen
życia filipiński cmentarz w Manili, zamieszkiwany przez trzy tysiące rodzin.
Zaglądamy też na North Sentinel, niewielką wyspę zamieszkałą przez
Sentinelczyków, lud, który nie poddał się współczesnej cywilizacji, odrzucając
nawet wszelką pomoc humanitarną. Z North Sentinel możemy przenieść się na
platformę przeciwlotniczą z czasów II wojny światowej z której Roy Bates uczynił
księstwo, a siebie samego mianował księciem. Językiem urzędowym Sealandu jest
angielski, a obowiązującą tam walutą dolar sealandzki.
Bonnett
opisuje 47 miejsc, których z różnych przyczyn nie znajdziemy w przewodnikach,
ofertach turystycznych, a czasami nawet nie odszukamy ich na mapach. W każdym z
tych miejsc jest coś wyjątkowego, nietuzinkowego, często niezauważalnego. Być
może po lekturze tej książki zaczniecie zwracać uwagę na zakamarki, które
skrywa wasze miasto albo zapragniecie dotrzeć do któregoś z opisanych miejsc.
Jest jednak w tej książce coś, co zakłóca jej odbiór. Choć jest pełna
ciekawych, często zaskakujących informacji, zbyt poetycki i metaforyczny język
oraz filozoficzna otoczka sprawiają, że nasza uwaga, a przynajmniej moja,
podczas lektury była bardzo rozproszona. Niemniej jednak warto poznać to, co
nieznane.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz