środa, 17 sierpnia 2016

Intryga małżeńska

     Ludzie nie ratują innych ludzi. Ratują siebie.

     Parę lat temu urzekły mnie Przekleństwa niewinności, zarówno w wersji literackiej, jak i filmowej. Jeffrey Eugenides stworzył pełną napięć historię o pięciu siostrach Lisbon, a Sofii Coppoli udało się tę opowieść przenieść na kinowy ekran, nie tracąc nic z jej dusznej atmosfery. I o ile z filmami Coppoli przez ten czas miałam styczność, tak o Eugenidesie kompletnie zapomniałam. Przeglądając internetową wyprzedaż najpierw moją uwagę przykuła okładka, a dopiero potem w głowie zaświtało „aha, to on!”. I tak oto za sprawą jednego kliknięcia Intryga małżeńska znalazła się w wirtualnym koszyku, a dzień później zaczęłam jej lekturę.
     Madeleine to dziewczyna z tak zwanego porządnego domu. W środy obchodzi dzień czystej pościeli, potrafi zachować się stosownie w każdej sytuacji, marzy o zostaniu „wiktorianistką” – specjalistką od literatury epoki wiktoriańskiej. Mitchell studiuje religioznawstwo, dąży do rozwoju duchowego, a w odnalezieniu swojego miejsca na świecie ma mu pomóc wyprawa do Indii. Leonard to ekscentryczny biolog zainteresowany filozofią, rozdarty między geniuszem a obłędem. Losy tej trójki po raz pierwszy splatają się w uniwersyteckim kampusie, z każdym kolejnym spotkaniem wykraczając poza ramy zwykłej studenckiej znajomości. Ten swoisty i specyficzny trójkąt ukształtuje ich życie, sprawi, że nie będą mogli bez siebie żyć. Każde z nich będzie musiało podjąć decyzję, która wpłynie na pozostałych.
     Jeffrey Eugenides stworzył opowieść o zawiłościach ludzkich relacji, wzajemnym oddziaływaniu, wpływaniu na siebie i uzależnieniu od drugiego człowieka. Niestety nie wykorzystał potencjału tytułowej intrygi małżeńskiej, trochę ją „przegadał”, wyciszył jej dramatyzm odejmując toksyczności, która, zwłaszcza w relacji Madeleine z Leonardem, była najistotniejszym spoiwem. Rozterki i myśli bohaterów momentami stanowiły tło dla ogromu nazwisk i tytułów związanych zarówno z literaturą popularną, światową klasyką, jak i literaturą fachową – pracami Barthesa, Derridy czy de Saussure’a. Jednych może to urzec i oczarować (zaliczam się do tej grupy), innych przytłoczyć i oderwać od historii studenckiego trio.
     Intryga małżeńska to opowieść o trudnych wyborach, podejmowaniu walki i usuwaniu się w cień. To historia jednego spotkania, które może wpłynąć na całe życie. Niestety nie urzeka tak jak Przekleństwa niewinności, a i potencjału filmowego ma w sobie niewiele.




Brak komentarzy: