Ludzie nie ratują innych ludzi. Ratują siebie.
Parę lat temu urzekły mnie Przekleństwa niewinności, zarówno w wersji literackiej, jak i filmowej. Jeffrey Eugenides stworzył pełną napięć historię o pięciu siostrach Lisbon, a Sofii Coppoli udało się tę opowieść przenieść na kinowy ekran, nie tracąc nic z jej dusznej atmosfery. I o ile z filmami Coppoli przez ten czas miałam styczność, tak o Eugenidesie kompletnie zapomniałam. Przeglądając internetową wyprzedaż najpierw moją uwagę przykuła okładka, a dopiero potem w głowie zaświtało „aha, to on!”. I tak oto za sprawą jednego kliknięcia Intryga małżeńska znalazła się w wirtualnym koszyku, a dzień później zaczęłam jej lekturę.
Madeleine to dziewczyna z tak zwanego porządnego
domu. W środy obchodzi dzień czystej pościeli, potrafi zachować się stosownie w
każdej sytuacji, marzy o zostaniu „wiktorianistką” – specjalistką od literatury
epoki wiktoriańskiej. Mitchell studiuje religioznawstwo, dąży do rozwoju
duchowego, a w odnalezieniu swojego miejsca na świecie ma mu pomóc wyprawa do
Indii. Leonard to ekscentryczny biolog zainteresowany filozofią, rozdarty
między geniuszem a obłędem. Losy tej trójki po raz pierwszy splatają się w uniwersyteckim
kampusie, z każdym kolejnym spotkaniem wykraczając poza ramy zwykłej
studenckiej znajomości. Ten swoisty i specyficzny trójkąt ukształtuje ich
życie, sprawi, że nie będą mogli bez siebie żyć. Każde z nich będzie musiało
podjąć decyzję, która wpłynie na pozostałych.
Jeffrey Eugenides stworzył opowieść o zawiłościach ludzkich relacji, wzajemnym oddziaływaniu, wpływaniu na siebie i uzależnieniu
od drugiego człowieka. Niestety nie wykorzystał potencjału tytułowej intrygi
małżeńskiej, trochę ją „przegadał”, wyciszył jej dramatyzm odejmując
toksyczności, która, zwłaszcza w relacji Madeleine z Leonardem, była najistotniejszym
spoiwem. Rozterki i myśli bohaterów momentami stanowiły tło dla ogromu nazwisk i tytułów związanych
zarówno z literaturą popularną, światową klasyką, jak i literaturą fachową –
pracami Barthesa, Derridy czy de Saussure’a. Jednych może to urzec i oczarować
(zaliczam się do tej grupy), innych przytłoczyć i oderwać od historii
studenckiego trio.
Intryga
małżeńska to opowieść o trudnych
wyborach, podejmowaniu walki i usuwaniu się w cień. To historia jednego
spotkania, które może wpłynąć na całe życie. Niestety nie urzeka tak jak Przekleństwa niewinności, a i potencjału
filmowego ma w sobie niewiele.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz